Bryłka podsumowuje kredyt SAFE. Przyjrzała się dostępnym szczegółom
W piątek sejmowa większość przegłosowała ustawę wdrażającą zaciągnięcie 45-letniego kredytu na prawie 190 miliardów złotych z Unii Europejskiej w ramach programu SAFE. W głosowaniu nad zaciągnięciem pożyczki wzięło udział 439 posłów. Za przyjęciem ustawy zagłosowało 236 posłów, a przeciw – 199. Cztery osoby wstrzymały się od głosu. Przeciwko głosowały kluby PiS i Konfederacji.
Wcześniej niemiecki ambasador Miguel Berger, który przysłuchiwał się dyskusji na ten temat w Sejmie wyraził swoje niezadowolenie, że pojawiły się "zaskakujące kontrowersje".
"Im bliżej przyjrzeć się szczegółom, tym więcej pojawia się znaków zapytania"
Europoseł Konfederacji Anna Bryłka wskazała osiem punktów, które budzą co najmniej wątpliwości jeśli chodzi o to, jak program przedstawiany jest przez mainstream, a co zawiera w rzeczywistości.
Wspólnotowe zadłużenie w obszarze kompetencji narodowych
"Po pierwsze – to nie są granty, tylko dług. Państwa członkowskie mają się zadłużać, korzystając z pożyczek zaciąganych przez Unię na rynkach finansowych. W praktyce oznacza to dalszą finansową centralizację i budowanie wspólnotowego zadłużenia w obszarze, który dotąd pozostawał w rdzeniu kompetencji narodowych" – zwróciła uwagę.
Parlament Europejski pominięty
"Po drugie – tryb przyjęcia budzi poważne wątpliwości. Parlament Europejski zdecydował się zaskarżyć rozporządzenie ustanawiające SAFE do Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), argumentując, że został pominięty w procedurze legislacyjnej. Zastosowano nadzwyczajną ścieżkę opartą na przepisach traktatowych dotyczących sytuacji kryzysowych, co pozwoliło Radzie UE przyjąć akt bez pełnej procedury współdecyzji. Jeśli nawet unijny parlament twierdzi, że naruszono równowagę instytucjonalną, trudno uznać sprawę za czysto techniczną" – napisała eurodeputowana.
Mechanizm warunkowości
Kwestia trzecia dotyczy mechanizmu warunkowości. "SAFE wpisuje się w szerszy trend przesuwania polityki obronnej na poziom unijny. Dziś mówimy o wspólnych pożyczkach i koordynacji zakupów, jutro może chodzić o warunkowanie środków określonymi decyzjami politycznymi. Ponosimy ryzyko, że pod hasłem «efektywności» powstaje mechanizm, który w praktyce ograniczy swobodę państw w kształtowaniu własnej strategii bezpieczeństwa" – czytamy.
"Samodzielne zakupy do 30 maja"
"Po czwarte – samodzielnych zakupów Polska może dokonywać tylko do 30 maja! Pozostało więc bardzo mało czasu na dopięcie umów. Po tym terminie koniecznością będą wspólne zakupy z innym państwem Unii Europejskiej lub państwem stowarzyszonym (np. Ukrainą)" – wskazuje.
"Jaka jest gwarancja, że inne państwo wspólnie z Polską będzie chciało robić zakupy w polskim przemyśle zbrojeniowym?" – pyta prawnik.
65 proc. komponentów w całym łańcuchu dostaw musi pochodzić z UE
"Po piąte – co najmniej 65% komponentów w całym łańcuchu dostaw musi pochodzić z UE. Czy to w ogóle zostało policzone w polskich wniosku? Czy polskie umowa spełniają ten warunek kwalifikowalności?" – pyta dalej.
"W praktyce KE decyduje, które projekty zostaną zatwierdzone i sfinansowane"
"Po szóste – Komisja Europejska w praktyce decyduje, które projekty zostaną zatwierdzone i sfinansowane, dysponując szerokim marginesem uznaniowości przy ocenie planów krajowych. To oznacza arbitralność decyzji i brak pełnej przejrzystości kryteriów, zwłaszcza gdy w grę wchodzą strategiczne programy zbrojeniowe. Rząd danego państwa, ponoszący konstytucyjną odpowiedzialność za bezpieczeństwo i politykę obronną, powinien mieć decydujący głos w wyborze priorytetów modernizacyjnych. Polscy politycy oddali kolejną strategiczną część polskiej suwerenności Ursuli von der Leyen" – zwraca uwagę.
"To skończy się jak KPO"
Kolejna rzez to zagrożenie powtórką z brukselskiego «pieniądze za praworządność«. "Komisja Europejska zyskała narzędzie do grania bezpieczeństwem w imię partykularnych interesów politycznych i ideologicznych. To skończy się tak, jak KPO – kiedy Unia Europejska zaangażowała się po stronie Donalda Tuska przed wyborami parlamentarnymi w Polsce blokując należne Polsce środki z Krajowego Planu Odbudowy pod pretekstem rzekomego braku praworządności. Kiedy władzę przejęła obecna koalicja pieniądze zostały odblokowane mimo tego, że żadna ustawa «naprawiająca» praworządność nie została przyjęta. Świeży przykład? Węgry z programu SAFE miały otrzymać ponad 16 mld euro. Zostały one jednak natychmiast zablokowane w związku z kampanią wyborczą i poparciem instytucji unijnych dla opozycyjnego kandydata na premiera" – ostrzega Bryłka.
W Europie specjalnie nie było chętnych
"Po ósme – ta, «manna z nieba» cieszy się w Unii Europejskiej bardzo małą popularnością, nikt na te pieniądze się nie rzucił. Niemcy, pomimo tego, że inwestują w obronność najwięcej spośród państw członkowskich (25% nakładów całej UE) nie zdecydowali się na choćby 1 centa z mechanizmu SAFE. Podobnie Szwecja, Holandia i 5 kolejnych krajów. Znaczna część państw członkowskich zdecydowała się jedynie na symboliczny udział w mechanizmie. Czy blisko 44 miliardy euro POŻYCZKI to jest sukces rządu? To raczej efekt tego, że na tę pożyczkę specjalnie w Europie nie było chętnych" – czytamy dalej.
Bryłka podsumowuje kredyt SAFE
"Podsumowując, polska klasa polityczna postanowiła o zadłużeniu narodu na blisko 50 lat. Spłata potrwa do 2070 roku, będą pracować na nią Polacy, którzy jeszcze nie przyszli na świat. Nie mamy żadnych gwarancji, że cała kwota wzmocni polskie bezpieczeństwo, nie ma transparentności polskiego rządu w zakresie wydatkowania i nie ma przede wszystkim gwarancji tego, że po 2027 w sytuacji zmiany rządu na prawicowy, środki nie zostaną wstrzymane. To jest mniej więcej tak, jakby ktoś zaproponował kredyt mieszkaniowy na 3%, ale to bank wybiera mieszkanie kredytobiorcy, a potem warunkuje wypłatę transz od tego czy kredytobiorca lubi parady równości i segreguje śmieci. Kto zgodziłby się na taki układ, gdyby wydawał własne pieniądze?" – pisze Anna Bryłka.